
Nie spodziewałam się zbyt wiele po tej książce, dlatego że jest pochodną sagi Zmierzch, która mimo, że ma wielu miłośników, jest historią płytką i tak naprawdę byłaby nieziemsko nudna gdyby nie została ubrana w wampirze kreacje.
O samej książce mogę powiedzieć tyle, że wartą zabrać ją do plecaka na wakacje. Nie jest to lektura mocno obciążająca, a więc w sam raz na wakacyjny wypoczynek, nie jest też tym samym co Zmierz, chociaż ma "zmierzchowy" rodowód, a ponadto jest cienka i lekka więc nie zajmie dużo miejsca w bagażu. Właściwie w moim odczuciu jest o tyle lepsza od historii z której się wywodzi, że autorka nie odmienia przez wszystkie przypadki słów: kochać, tęsknić, nienawiedzić i jeszcze kilku podobnych, co mi bardzo przeszkadzało w Zmierzchu. Chociaż postać Bree Tanner jest raczej marginalna jeśli chodzi o sagę, to po przeczytaniu "Drugiego życia..." nabiera się do tej postaci sympatii i ocenia się ją już zupełnie inaczej niż podczas czytania "Zaćmienia". Nawet ta krótka scena bitwy pomiędzy armią nowonarodzonych a rodziną Cullenów i chęć ochronienia Bree przed niebezpiecznym i bezwzględnym klanem Volturi nabiera nowych barw. Nie udaje się to jednak i nowonarodzona Bree zostaje wydana na pastwę Volturi. Książka czyta sie trochę dziwnie, bo właściwie od samego początku znamy jej zakończenie, przy założeniu oczywiście, że czytaliśmy sagę. Poza tym pozostawia niedosyt. Czytając historię Bree zaczęłam żałować, że jej postać nie przetrwała w sadze. Zaczęłam ją też uważać za "dobrego" wampira i czułam żal, kiedy Cullenowie wydali ją Volturi.
Powieść ma skrajnie różne opinie w internecie, od bardzo dobrych, po totalnie negatywne.
Zarówno "Zmierzch" jak i "Drugie życie Bree Tanner", a nawet "Intruz" którego uważam za najlepszą propozycję tej autorki, nie należą do literatury wysokich lotów, ale też z drugiej strony czy codziennie musimy się katować tak zwaną ambitną literaturą, która wyciska z nas resztki sił zamiast relaksować? Moim zdaniem jeśli książka daje się czytać i nie zasypiam nad nią po trzech zdaniach, to już warto po nią sięgnąć, może czasem trzeba ją odłożyć na później i sięgnąć akurat wtedy, kiedy już nic lepszego nie będzie do czytania, albo wtedy kiedy ambitna literatura wbija nas już w depresję nie dając żadnej przyjemności czytania.
Jednym słowem, książki takie jak ta też są czasem potrzebne.